no place like home

U nas wszystko w porządku. Nie mam czasu na pisanie, a może bardziej prawdziwe będzie stwierdzenie, że nie chcę pisać w kółko tego samego. Codzienność jest dość przewidywalna. Co nie znaczy, że zła. A w sumie to sobie właśnie uświadomiłam, że jednak są rzeczy o których mogę napisać i nie będą one częścią utartego schematu naszego Bawaniego życia. Bo na przykład w Wielkanoc byliśmy na weselichu. Blondyna przysięgała. Ślub był w przecudnym kościele pod Wawą, zabawa była naprawdę spoko mimo, że nie znaliśmy praktycznie nikogo. Dla nas był to jednak wieczór, który mogliśmy spędzić ze sobą (zupełnie jak Rower z Mężem rok temu na naszym weselu) i postanowiliśmy dobrze się bawić.

Jeśli o nas chodzi, o naszą rodzinkę to jest słodko i dobrze. Kochamy się bardzo i przepadamy za sobą. Dziecinka rośnie i rozwija się jak trzeba, nie męczy nas wcale i ta passa trwa od jej urodzin (za co jesteśmy niezwykle wdzięczni). Patrzymy na Zosię i jest dla nas tak idealnie, perfekcyjnie śliczna i urocza. To pewnie znamienne dla wszystkich rodziców aczkolwiek wydaje mi się, że Zosia jest obiektywnie śliczna :) Naprawdę :)

Aktualnie Mysza jest lekko przeziębiona. To po majówce, która nie wyszła nam tak, jak tego się spodziewaliśmy. Dla nas czas wolny to czas, który możemy spędzić ze sobą, ale z naciskiem na poświęcenie go Zosi – spacerować, pokazywać jej jak najwięcej, ona tak lubi zwierzęta, dzieci, place zabaw. A tu nie do końca wyszło z powodu pogody, która dopisała aż za bardzo i przez te upały byliśmy uziemieni. Wycieczka do Zwierzyńca była super, ale dziecko nam się przegrzało, dostało gorączki i kolejne dni drżałam o nią. Potem zaczął się Zosi katar, zaproszenia i obowiązkowe odwiedziny u rodziny, wreszcie moje przeziębienie i standardowy konflikt matka-córka (nie mam na myśli siebie i Zosi), a na koniec ten okropny, trudny i nerwowy powrót do domu w upale w aucie bez klimy z naszym brzdącem. To była majówkowa katastrofa. Przyjechaliśmy do domu i chyba w życiu jeszcze nie było mi tak dobrze – nie ma co, no place like home.

Myślę od kilku dni o moim mężu, że chciałabym coś tu o nim napisać. Nie chcę zdradzać za wiele, za wiele odkrywać, ale chcę uwiecznić to, jak nam dobrze razem. Mam naprawdę dużo szczęścia, że tak poskładały sie losy, że żadne z nas nie założyło wcześniej innej rodziny, że po latach znajomości nagle spojrzeliśmy na siebie inaczej. Mój Bałwan bardzo mi się podoba. Pod każdym względem. W wielu sytuacjach udowadnia jakim jest wspaniałym, kochającym facetem, ojcem, rozsądnym człowiekiem. Podziwiam go za to. Podziwiam go za umiejętność pacyfikowania mnie. Wspiera mnie, podnosi na duchu (jak martwię się swoją pracą, bądź relacjami z Bałwana teściową), rozśmiesza no i … spełnia moje sny. Tak jak wczoraj :P

Chciałabym, abyśmy byli na tyle mądrzy i spostrzegawczy, aby pielęgnować to uczucie i utrzymać je w takim stanie długie lata.

ps. Nie mogę w to uwierzyć, tak dawno nic nie pisałam, że w pierwszym odruchu nie wiedziałam co wpisać w pola logowania … ;)

Szał dnia codziennego ;)

Sto lat już nie pisałam, ale co się przymierzam, to stwierdzam, że nic nie mam nowego, odkrywczego ani ciekawego do napisania. Bo wszystko jest takie same, codziennie budzimy się rano, a zaraz potem łapię się na tym, że jest wieczór i trzeba Zosię układać spać. Codziennie to samo – dyscyplina, żeby zdążyć z planem dnia, rutyna no i duże zmęczenie. Jestem cyborgiem.

Organizujemy sobie tak czas, żeby zawsze kiedy Bałwan jest na rano w pracy ktoś był ze mną i pomagał z Zosią. Wygląda to tak, że albo jest z wizytą babcia albo dziadek albo to my dwie jesteśmy u jednych albo drugich. I w ten sposób funkcjonujemy. Grafik na chwilę obecną mamy do połowy kwietnia zrobiony. Z jednej strony to naprawdę super sprawa, z drugiej – my z Bałwanem życia swojego nie mamy. Bo nawet jak już schowamy się w sypialni to tam jest Zosia. Dodatkowo ja mam ciągle na głowie swoją pracę, te 4 godziny dziennie to naprawdę dużo. Z drugiej strony może by mnie praca tak nie męczyła, gdyby nareszcie sprawy się uspokoiły. Czy muszę wspominać, że o moim urlopie wychowawczym w dalszym ciągu cisza? :(

To wszystko złożyło się na fakt, że w końcu nie wytrzymałam i z mega bólem głowy wylądowałam w szpitalu. Nafaszerowali mnie środkami przeciwbólowymi tak, że nie tylko o karmieniu Zosi nie mogło być mowy. Dwa kolejne dni dochodziłam do siebie po tej dawce prochów. Teraz staram się nie przemęczać się, ale codziennie mam zagwozdkę z czego mam zrezygnować, skoro wszystko ważne i pilne i zaległości (np. w prasowaniu) też rosną. Takie życie.

Z Bałwanem próbujemy jakoś w tych partyzanckich warunkach dbać i pamiętać o sobie. A to robimy sobie małe prezenty, a to siądziemy na kanapie z fajną muzyką w tle i pogadamy, a to wyskoczymy na basen. Nawet udało nam się obejrzeć w Rampie Jeźdźca Burzy. Chciałabym coś więcej napisać o tym, ale muszę za chwilę lecieć. Na pewno mogę tylko napisać, że musical cudowny, wspaniale przygotowany, genialne przekłady i wykonanie. Super super super, kto nie był to polecam, tym bardziej, że podobno niedługo mają ten spektakl zdjąć.

Dobra mój czas się kończy, muszę odmeldować się do kolejnego punktu programu.

Miłego poniedziałku!

ps. Zosiula raczkuje!! Wystartowała w sobotę mając 6 miesięcy i 3 tygodnie. Dzień później (poprzedzony NAPRAWDĘ ciężką nocą) zobaczyliśmy opuchniętą dziurę w dziąśle = pierwszy ząb ( prawa dolna jedynka). Jeszcze nie wylazł ale jest tuż tuż.

100 Lat!

Wszystkiego najlepszego Skarbie nasz! Zosiunia dziś kończy pół roku. W chwili kiedy to piszę, brakuje 22 minut do 11.30, kiedy to nasze dzieciątko wyłoniło się na ten świat. Pół roku minęło jak z bicza strzelił. Kiedy? Jak? Nie wiem, nie pamiętam.

Pół roku, mimo obaw, minęło nam na w miarę przespanych nocach, braku kolek, szczepionkach bez negatywnych reakcji, na patrzeniu jak Zosia się rozwija, uśmiecha, coraz więcej widzi, słyszy, rozumie, dalej sięga na swoich łapkach i brzuchu (dalej=pod stół).

Do drugiej połówki i pełnego roczku też pewnie nam tak minie. Chociaż teraz to już zupełnie inna jazda będzie. Zosia już okazuje, że jest niezależną jednostką i próbuje wyrażać swoje zdanie. Pół biedy, gdy jej się podoba, to co jej proponujemy. A jak nie to niestety też potrafi pokazać i próbuje egzekwować. A jak nie wyegzekwuje to przynajmniej ostro powalczy. Nie poddaje się bez walki. A jak walczy? Ano pluje i prycha. Jak próbuję jej założyć czapkę, przyciska brodę do klatki i prycha. Jak nie chce jeść to zaciska usta, prycha. Fajnie, że umie komunikować swoje niezadowolenie, odmienne zdanie, ale mam nadzieję, że będziemy umieli wychwycić moment, w którym trzeba jej będzie pokazać, jak w skuteczny ale uprzejmy (i suchy ;) )sposób wyrażać swoje odmienne zdanie.

Mam nadzieję, że teraz kiedy nasza komunikacja wchodzi w inne niż tylko płaczu i przytulania fazy, będziemy umieli tak nią pokierować, aby nie utrwalał jej się taki mały uparciuszek. Tego sobie i Zosi na pewno życzymy. Chcielibyśmy, aby była mądrą rezolutna dziewczynką. Aby miała własne zdanie i potrafiła je komunikować w fajny sposób.

A poza tym niech pozostanie taka pogodna, radosna, towarzyska oraz przede wszystkim zdrowa.

Jeszcze raz wszystkiego, co najwspanialsze dla Ciebie Maluszku :*
Dżeniska i Bałwan (mamunia i tatuś)

2012

Z okazji Nowego Roku życzę wszystkim dużo pozytywnych momentów, zaskoczeń, pozytywnych ludzi i zdarzeń. Dużo zdrowia, sił, optymizmu, żeby ta mieszanka napędzała do spełniania marzeń, walki o to czego potrzebujemy i chcemy. Wsparcia ze strony najbliższych i tych dalszych, ale życzliwych osób. Dużo dobrego dla Was wszystkich. Poszukiwaczom pracy życzę odnalezienia nie tylko mądrego pracodawcy, ale też ciekawej, pełnej wyzwań, rozwijającej i odpowiednio nagradzanej pracy i lojalnych, sympatycznych pracowych znajomości.

Mój rok 2011 był na pewno najszczęśliwszym rokiem z wszystkich, jakie przeżyłam dotychczas. Mam nadzieję, że nowy będzie conajmniej tak samo dobry i szczęśliwy. Jedyne co, to w 2012 roku nie chcę drugi raz wychodzić za mąż :) Mam już tego, który mi odpowiada jak nikt :)

Dziękuję za Bałwana, Zosię za to, że udało mi się przetrwać trudne chwile, kiedy jeszcze nie byliśmy razem, że przeżyliśmy razem powitanie Zosi na świecie, że uśmiechamy się mimo całej tej batalii związanej z pracą.
Dziękuję za to, że byliście na naszym weselu, że ze mną jesteście w ważnych chwilach mojego życia. Ze wsparciem i troską i dobrymi radami.

Udanej imprezy choćby w NOT :P Najważniejsze jest przecież, żeby był w dobrym towarzystwie :)

Zosi 1wsze święta

Pierwsze święta z nową rodziną za mną. Było ok, inaczej niż u nas, nie było „nieproszonego gościa” ani „u Pana w Boga”, niestety nie było chichotów z braćmi ani pilota zaraz po kolacji. Najbardziej niestety to nie było kocyka przez wszystkie dni i gaszenia światła, gdy ktoś dzwonił do drzwi ;) Była Zosia, która trochę się rozbrykała i zasypianie było wyzwaniem. Pierwszy raz nasza Zosia była z nami w święta. Kochana mała dziewczynka. W sukienusi od Rowerka wyglądała bosko. Ona jest taka słodka…

Niestety dziś mam kiepski dzień to i bardziej mnie ściskają za gardło kwestie z Zosią związane. Malutka ma alergię i na buzi ma okropne alergiczne plamy. Myślałam, ze to od masła, bo ja zła matka wsuwałam. Odstawiłam. Teraz podejrzenie kieruję na czekoladę i kakao. Nie jadłam wprawdzie dużo, ale w święta i było ciasto z kakao i ciasteczka z czekoladą. Jak mówię – niedużo – ale było. Odstawiamy. Maść nie pomaga na plamy i za każdym razem, jak widzę swoje dziecko z tymi wykwitami, które ma przeze mnie, to mam ochotę się powiesić :( (

No a największy ból, taki do płaczu, to ten, że nie mam Zosi czym karmić. Nie wiem co się dzieje. Znika pokarm już od jakiegoś czasu. Próbuję rozkręcić laktację częstym przystawianiem i piciem hektolitrów płynów. Piersi są jakby pełniejsze, ale pokarmu więcej w nich nie ma. Chce mi się wyć. Jestem okropna, fatalna. Nie potrafię dziecka nakarmić. Mała niewiele przybiera na wadze i czuję się tak potwornie winna. Boję się o nią, martwię. Dwa razy próbowaliśmy jej dać modyfikowane, żeby głodna nie była, ale ona nie chce. Raz pluła i się krzywiła drugim razem wypiła z 10-20ml i też pluła.

Czy tak się zdarza, że pokarm sam z siebie znika? Piję dużo, jem wartościowe rzeczy. Więc czemu? Co robić???

Poza tym .. znów dostałam dziwną wypłatę, suma nie wiem z czego wynika a payslipu nie mam więc nie sprawdzę. W sprawie odwołania cisza, w sprawach podatkowych cisza, namiary na doradcę wysłane i … zgadnijcie … cisza :/ Wszystko cisza, wszystko stres i nerwowe oczekiwanie. Dużo. Chciałabym powiedzieć, że przynajmniej dziecko zdrowe ale – mimo, że Zosia jest zdrowa – no to i tak jest zmartwienie z tym karmieniem.

Dupa dupa i wszystko dupa.